Podróże: Korea (1)

W zasadzie większość wpisów o podróżach to będą wpisy „spóźnione”, ale tak na prawdę to w czasie kiedy powinienem je pisać, nie miałem jeszcze tego bloga. Dziś pierwszy wpis z czegoś co się zanosi na serię (Seul, Oslo, Bruksela, różne wyjazdy grudniowe):

Korea

Wyjazd służbowy. Mój pierwszy wyjazd poza Europę, mój pierwszy wyjazd do Zupełnie Innej Kultury. Pamiętam kable trakcji, dziwną modę, kimchi, kurczaka Andong (안둥찜닭), Coex Mall i 12 godzin lotu.

Airbus

Początek podróży był raczej „standardowy”: lot z Wrocławia do Frankfurtu był zwyczajny. We Frankfurcie wsiadłem na pokład niedużego airbusa i zaczęła sie przygoda. Przespałem maksymalnie 2 z 11 godzin. Przede mną siedział koreański staruszek, który śpiąc tak się rzucał w swoim fotelu, że kolano bolało mnie jeszcze 3 dni. Malutki stary człowiek – kto by pomyślał. Na szczęście biblioteka samolotu była dość bogata i obejrzałem połowę ich filmów. Na pożegnanie człowieczek zrzucił mi ze schowka na podłogę torbę z aparatem. „Aim śoly.” Jasne…

Wnętrze KCAT

Przedostałem się przez imigrację, a dzięki informacjom przysłanym mi z biura w Seulu i pomocy uczynnych ludzi wsiadłem do właściwego autokaru i w końcu usnąłem. Kiedy w pewnym momencie rozbudziłem się, zobaczyłem, że autobus jest już w środku miasta, trzeba przestać kimać. Traf chciał, że biuro naszej firmy znajduje się w tym samym budynku, co KCAT (kawałek lotniska w środku miasta i, dodatkowo, przystanek autokarów), wszedłem więc na górę, przywitałem się i zapowiadając się na następny dzień, uciekłem do hotelu w końcu się wyspać.

Sterowanie

Hotel Ibis jak w Europie – nieduży pokoik z olbrzymim łóżkiem, telewizorem, obszarem do pracy, szafą i łazieneczka z umywalką, prysznicem i klozetem z dziesiątkami przycisków, setkami światełek i do tego takim, który robi „wrruuum!!!”, jak się zapala światło w łazience (to nie jest żart – po włączeniu światła draństwo przechodziło POSTa). Tak mnie skołował ten cud techniki i mekka inżynierów, że przez 10 minut dochodziłem do tego, gdzie się spuszcza wodę. Okazało się, że normalnie. Przyciskiem z boku kontenera na wodę. A ja głupi zastanawiałem się, który to guzik na konsolecie. Dobrze, że nic nie dotykałem, bo bym jeszcze włączył wymianę tamponu…

Śniadanie

Obudziłem się o północy, włączyłem telewizor, lapa, w Polsce siedemnasta, to pogadałem z rodzinką. Poszedłem spać i wstałem już o godzinie właściwej, żeby po prysznicu i śniadaniu dotrzeć do biura na 10tą rano. Śniadanie, jak można po Ibisie oczekiwać, zbliżone do tego, co doskonale znam. W sumie poza jednym lunchem na mieście, tylko w jadalni hotelu regularnie używałem widelca. Jajecznica, pomidorek z jakimś twarogiem (nie wnikam), ryż z groszkiem i marchewką, sok, pieczywo i owoce.

Similar Posts:

Tags: , ,

2 komentarze do “Podróże: Korea (1)”

  1. BartlomiejNo Gravatar  pisze:

    A jakie fajne fukcje, oprócz standardowych mial ten futurystyczny kibel?

  2. MarcinNo Gravatar  pisze:

    Nie mam pojęcia. Po stresie związanym z pierwszym kontaktem raczej niczym się nie bawiłem. Sądząc z tego co się z niego wysuwało i chowało z powrotem w czasie POSTa, na pweno był tam bidet (to ten niebieski przycisk). Innych nawet nie sprawdzałem…