Podróże: Korea (2)

W poprzednim odcinku: „Aim śoly.” KACT. Wymiana tamponu. Jetlag, ryż z groszkiem i marchewką, sok, pieczywo i owoce.

Hotel było oddalony tylko o jedną przecznicę od kompleksu, gdzie mieściła się nasza firma. Ale co to był za kompleks! Kilka budynków stojących na pierwszy rzut oka niezależnie od siebie, połączonych było piwnicą, poziomem B1. Zaczynało się to od hotelu w północnej części kompleksu, przez Coex Center, KACT, budynek-wodospad, aż do budynku Hyundaia po drugiej stronie kwartału.

Food Court

Food Court, koreańskie fast-foody. Dziesiątki maleńkich restauracyjek oferujących dania, których niezmiennikiem jest ryż i kimchi. Jedyna rzecz, którą tam jadałem i była bardzo lokalna, to zupa wołowa. Cienka zupina, w zasadzie woda z tłuszczem, makaronem i kawałkami mięsa, bez smaku; ryż biały gotowany z odrobiną ryżu czarnego (efekt: ryż fioletowy); sól do tej zupy, nawet dużo soli; kimchi z kapusty, ostre, nie tykałem; woda, pałeczki i łyżka. Ryż wrzucić do zupy i wymieszać; dodać soli do smaku; kimchi wyrzucić do kosza. Popijać wodą, tym więcej, im więcej zjadło się kimchi przed wyrzuceniem do kosza.

COEX Mall

Sklepy z pamiątkami, elektroniką i największa księgarnia w Korei. W ogóle w COEX Mall wszystko było największe. Największy multipleks, największa księgarnia, samo centrum handlowe największe w Azji. Sklep Apple’a, Sony, kilka hamerykańskich fast-foodów (Mc, KFC, BK), dziesiątki normalnych restauracji. I to wszystko jeszcze bez wliczania w to Hyundai Building.

W budynku Hyundaia w piwnicy kolejna sekcja z restauracjami i supermarket (jedyny, jaki udało mi się znaleźć w okolicy), a nad tym 10 pięter sklepów z odzieżą, perfumami, odzieżą, meblami, odzieżą i odzieżą (But I don’t like Spam!!!). To właśnie w restauracjach w Hyundaiu zamówiłem curry, do którego dostałem widelec, a nie pałeczki i łyżkę. No i tam też pierwszy raz jadłem kimchi z rzodkwi – oszustwo. Jak je zobaczyłem, to się ucieszyłem, że w końcu jakaś odmiana, trochę plasterków cytryny dobrze tym potrawom zrobi. To nie była cytryna. Właściwy kolor, właściwa konsystencja, niewłaściwa roślina. Akurat to kimchi nie było zbyt ostre i dało się zjeść, ale ja naprawdę miałem ochotę na cytrynę!

Na terenie COEX Mall można było zaobserwować jeszcze jedną, dwie rzeczy dotyczące ludzi. Po pierwsze: identyczne pary. Idą On i Ona, On Ją obejmuje, Ona Go przytula. Identyczne koszulki, identyczne spodnie, identyczne buty. Gdyby nie trzeciorzędowe cechy, ciężko byłoby dojść Które jest Które. Po drugie: androgyniczna moda. Właśnie nie uniseksowa, tylko wręcz androgyniczna. Facetów ubranych jak ich laski, czy po prostu w jaskrawe krzykliwe kolory potrafię zrozumieć. Ale pikowana różowa torba przewieszona przez ramię? Jedna z tych, w których szanująca się kobieta jest w stanie ukryć kuchnię wielkiego hotelu i zakład krawiecki? Po tej stronie Uralu to chyba tylko Elton John… A tam nosi takie torby wielu facetów, duzo więcej niż te Eltonowe 2%.

Kurczak Andong(, Andong Jjimdak)

Kurczak Andong

Dziś na koniec: kurczak z Andong – Andong Jjimdak – jedyna pikantna potrawa, w której naprawdę zasmakowałem. Kawałki kurczaka gotowane w sosie sojowym, do tego makaron i różne warzywa. Podawane z ryżem i różnego rodzaju kimchi. No i woda, olbrzymie ilości wody.

Jadłem go tylko dwa razy, oba razy byłem zaproszony przez pracowników biura w Seulu, bo podawany jest w porcjach na 4-5 osób. Za pierwszym razem w knajpce w Suonie niedaleko bramy, gdzie zaklejono mi aparat w komórce, drugi raz w restauracyjce niedaleko KCAT. W Suonie z makaronu zrezygnowałem. Istnieje prosta zasada oceny potrawy: jak coś ma kolor brązowy, to jest z soi i można jeść; jak czerwony: nie jeść, będzie paliło. W jjimdak sos niby sojowy, ale pikantny jak diabli. Wszystko tym przesiąka. Kurczak, warzywa i makaron. Według znawców sprawy makaron podobno nasiąka najbardziej. Potwierdzam. Jedyny ratunek w wodzie i ryżu (znowu fioletowy). No i w… kimchi. W Suonie oprócz standardowego kimchi z kapusty dostaliśmy czarki z kimchi z rzodkwi, ale nie w formie żółtych plasterków, tylko białawych kostek zanurzonych w wodzie o lekko cierpkim smaku, bardzo przypominającej nasz chłodnik. O „temperaturze” potrawy niech świadczy to, że na koniec obiadu w Suonie u wszystkich przy stole występowały poty, ryż szedł w ilościach hurtowych, a woda – w przemysłowych.

Recognition: the Andong Jjimdak picture used here is based on Wikipedia Commons image and is licensed under cc-by-sa-2.5.

Similar Posts:

Tags: , ,

Komentowanie wyłączone.