Podróże: Korea (3)

W poprzednim odcinku: COEX Mall. Kimchi. Andong Jjimdak, ryż z groszkiem i marchewką, sok, pieczywo i owoce.

W pierwszym tygodniu, jako wsparcie techniczne, zostałem zabrany do dwóch z naszych klientów. W piątek jednak zostałem zaproszony naTeam Building Event. Okazało się, że na ten tydzień, kiedy przyjechałem, pracownicy biura w Seulu zaplanowali spływ pontonem. No dobra, zobaczymy…

38N

Rano zapakowaliśmy się do maleńkiego busa i ruszyliśmy na północ. Pierwszą ciekawostką było minięcie równoleżnika 38N – tego, który oddziela od siebie obie Koree. Po krótkim postoju i masie zdjęć ruszyliśmy dalej na północ. Zagęszczenie wojska rosło z każdą sekundą. W samych górach niosło się echo wystrzałów – pewnie jakieś ćwiczenia z dużymi pociskami. Poza tym – absolutny spokój.

Po zjedzeniu lunchu i przebraniu się w kapoki zaszliśmy na brzeg, gdzie chwyciliśmy za ponton i skocznie ruszyliśmy w dół rzeki. Przed spływem poradzono nam, żeby aparaty schować do busa, bo w pontonie będzie masa wody, więc nie mam absolutnie żadnych zdjęć. W dolinie było przecudnie: co rusz pojawiały się jakieś wodospady, samotne skałki, rośliny wiszące w połowie ścian wąwozu. Istny Orient.

Druga część imprezy to chyba miała być nagroda za walkę z rzeką. Po ogarnięciu się i przebraniu w suche rzeczy pojechaliśmy na kolację – grill po koreańsku. Na środku każdego stołu znajdowały się otwory, w których właścicielka umieściła po garńcu rozżarzonych węgli. Na tak przygotowanym ruszcie opiekaliśmy kawałki wołowiny i czosnku, które następnie jadło się z (czerwonym) sosem, liściem sezamu i sałaty. Nie mogło oczywiście zabraknąć kimchi w dwóch czy trzech postaciach (w tym, koniecznie kapusta). Do tego anchois, makarony, grzyby i wiele innych dziwnych potraw.

Światła aut

O zmierzchu załadowalismy się do busa i ruszyliśmy z powrotem do miasta. Po dotarciu pod budynek biura poszliśmy jeszcze do interesującej knajpki… na czwartym piętrze. Winda, jakie normalnie montowane są w biurowcach zawiozły nas do maciupeńkiego lokalu z olbrzymim tarasem. Z tamtąd widok rozciągał się na park skrywający grobowce królów koreańskich, o tej porze stanowiący niestety czarną, nieprzeniknioną masę. Jedyne, co było widać, to najbliższe, oświetlone drzewo i sznur samochodów w dole. Na szczęście zbliżał się weekend, a ja miałem masę przewodników pożyczonych przez kolegów z tutejszego biura.

Similar Posts:

Tags: , ,

Komentowanie wyłączone.