Podróże: Korea (koniec)

Powrót - nad Polską

To już wszystko… Powrót do Polski był. Normalny, spokojny, w otoczeniu maluszków. Sidziałem blisko przodu sekcji, tak blisko jak się da nie zajmując miejsc, przy których można montować kojce. Pięć niemowlaków, 12 godzin i zero płaczu. Obejrzałem resztę filmów w bibliotece samolotu, przespałem 2 godziny (może ja po prostu nie potrafię spać w samolotach?), obita noga mi zdrętwiała ponad wszekie możliwości siedzenia.

Frankfurt – nareszcie ludzie mówią w jakimś przynajmniej częściowo zrozumiałym języku. Wrocław – nareszcie ludzie mówią w zrozumiałym języku (no, przynajmniej większość). Dom…

To, co mnie najbardziej zastanowiło, to co się ze mną działo po powrocie. Trochę już jeździłem po Europie, dwa razy byłem w Oslo na miesięcznych delegacjach. Tam nawet przy piwie z Niemcem i Brytyjczykiem śmialiśmy się z 1 etasje na parterze – cała numeracja przesunięta. Po powrocie z Norwegii nie miałem żadnych schiz. W Korei byłem tylko dwa tygodnie, a po powrocie miałem schizy straszne. „Czy żeby zjechać na parter, to powinienem wcisnąć 1 czy 0? I dlaczego B1 jest oznaczone znakiem 0?” Na szczęście szybko mi to przeszło… No może nie zupełnie – dziś (tzn. w środę, kiedy pisałem tego posta) byliśmy na obiedzie u Chińczyka, gdzie poprosiłem o pałeczki. Jak można jeść kurczaka z warzywami po chińsku – nożem i widelcem?!?

Similar Posts:

Tags: , ,

Komentowanie wyłączone.