Pożar w kinie: koniec świata!

11 listopada 2009

Wróciłem właśnie z północnego seansu filmu „2012” (czasami mam takie odpały – proszę się nie czepiać doboru seansu). Jak się można domyśleć, scenariusza w tym filmie nie uświadczysz. Nawet biorąc poprawkę, że w kategorii „film przygodowy” scenariuszem może pochwalić się nawet „Pojutrze”, „Sahara” czy pierwszy „Tomb Raider”. Film jest tak kretyński, że co większe bzdury były nagradzane gorącymi brawami widowni. Innymi słowy: zmarnowane kilkanaście złotych i lekko licząc 4h życia.

I w tym momencie : wybawienie. W 2/3 filmu zgasł ekran, zapaliły się światła, a z holu dał się słyszeć dźwięk alarmu. Sidenote: nikt się nie ruszył z miejsca; oprócz mnie wyszło może pięć osób.Po chwili ktoś z obsługi kina powiedział, że to awaria systemu p.poż. (Wow! tylko awaria? To świetnie! Tzn. to nie tak, że nie boję się, że następnym razem system nie wykryje prawdziwego pożaru, ja tylko…) i że zaraz seans zostanie wznowiony. Po 1o minutach poszło ogłoszenie, żeby wracać do sali, bo za kilka sekund wznawiają seans. Po kolejnych 15 zszedłem na dół po zwrot za bilet i znalazłem się w przewesołym gronie próbującym nakłonić człowieka analizującego wydruki systemu p.poż., żeby oddał im ich pieniądze. Jakby człowiek czytający tasiemkę systemu bezpieczeństwa miał coś wspólnego z naszymi biletami.

To znaczy poniekąd miał – mógł sprowadzić kierownika zmiany. Kiedy pani kierownik się pojawiła, jedyne co mogła/chciała nam zaproponować, to ważne pół roku zaproszenia do Heliosa. Na dowolny seans. Podsumowując: w zamian za kilkanaście złotych i kilka godzin dowiedziałem się, że nie chcę znać zakończenia 2012, a zaproszenie mogę zrealizować np. w styczniu na, powiedzmy, Avatara. Niezły deal, całkiem niezły.

Tags: , ,

The Longest Journey

18 sierpnia 2009

Jako dzieciak często jeździłem do Taty stacjonującego od studiów we Wrocławiu i pamiętam, że z Warszawy jechało się 5 godzin ekspresem. To była wręcz jednostka czasu: podróż do Wrocławia, równa 5 godzinom.

Teraz najszybszy ICek nie jest w stanie zmieścić się w tym przedziale, ale to co zafundował mi IC 1607 (Wrocław: 12:08) było szczytem. Z powodu uszkodzenia wiaduktu na trasie Warszawa – Katowice pociąg był zmuszony wykręcić niemal na Kraków i dobić do Sosnowca od wschodu. Wrocław: 14:09.

Soulcoder stwierdził lakonicznie, że przez moją tendencję do lekkiego traktowania czasu ucierpieli niewinni ludzie. No może powiedział, że dokonałem jakimś sposobem projekcji na cały pociąg i o „niewinnych ludziach” już nie mówił, ale o co innego mogło mu chodzic? :P

Tags: , , , ,

Armia jest ciekawą firmą.

3 czerwca 2009

W wyniku wielu zagranicznych podróży i zostawiania książeczki wojskowej w domu, ta ostatnia wpadła gdzieś za szafę, czy co. W wyniku tego, ze właśnie teraz potrzebuję tego dokumentu, poszedłem wczoraj do mojego WKU w celu zgłoszenia zagubienia starego i wyrobienia nowego. Pomijając już fakt, że Gmina Wrocław za duplikat woła sobie 28PLNów, to największe wrażenie zrobiła na mnie pani, która usłyszawszy, o co mi chodzi kazała… wyjść na korytarz, a ona poszuka moich dokumentów, a potem mi wszystko wyjaśni. Że co?!? I oczywiście wyszła ze świstkiem na zgubienie, który miałem wypełnić i jej odnieść. Coś, co mogła mi dać bez jakiegoś prężenia muskułów i „szukania dokumentów”, w ciągu pół minuty.

Dziś idę zanieść jej ten druczek – ciekawe, czy znowu karze mi warować :)

Tags: , , , , ,

Czyja to woda?

14 maja 2009

Woda oczywiście zbierała się pod prysznicem, ale nie jestem pewien, czy to nasza woda. Wytarłem wczoraj podłogę, zamknąłem wcześniej dopływ wody do łazienki. Dziś rano wszedłem tam zobaczyć, jak to draństwo schnie i wlazłem w sporą kałużę. Na kafelkach, wyżej niż podłoga pod brodzikiem, przy suchych ścianach, suficie i zamkniętych zaworach zebrało się w nocy sporo wody. Oczywiście pod samym brodzikiem też, z pół centymetra. Trochę mniej, niż linia podłogi i tak jakby „niezależnie”.

Skąd to cholerstwo się bierze?

Kilka dni temu sąsiadka z góry przyszła skarżyć się, że woda w pionie jest wyłączona, a ona musi się umyć, są matury, rozwalam im tryb życia. Przyszła do mnie. O jedenastej wieczorem. Godzinę po ciszy nocnej. Oh, jakbym chciał, żeby to była ich wina!

(Dla ludzi, którym umyka dowcip: wodę w pionie zamyka wyłącznie uprawniony hydraulik, który chyba spędził w tym tygodniu więcej czasu w naszych mieszkaniach, niż w swoim. A ona przyszła do mnie.)

Tags:

Zalewam sąsiadów

13 maja 2009

U mnie łazienka su-chu-teń-ka, u sąsiadów piętro niżej na ścianach można zakładać hodowlę ryżu. Hydraulik szukał problemu trzy dni w różnych mieszkaniach, w końcu znalazł: woda zbiera się pod moim prysznicem, płynie niezauważona między zaimpregnowaną podłogą a płytkami aż do miejsca, gdzie beton nie ma impregnatu, wsiąka i przesiąka… :(

Tags:

Schengen

19 grudnia 2008

Rodzice szykujowali nam niespodziankę na Gwiazdkę, którą im niechcący spaliłem: wyprawę w ten weekend do Londynu. Wszystko wyglądało fajnie, napaliłem się na ten Londyn niesamowicie i nagle bomba.

Mój braciszek, dla którego wyprawa była tajemnicą, dzwoni do mnie wczoraj, czy na pewno paszport jest do samolotu niezbędny… bo jak rok temu jechaliśmy do Genewy, to zostało mu pół roku ważności. I nikt nie pamiętał, żeby ten paszport „doładować”.

Zalała mnie krew. Nie mogłem spać do wpół do pierwszej (teraz piszę to lekko śnięty). Cały misterny plan diabli wzięli. Nawet nie to, że pieniądze wpłacone na bilety przepadły. Okazja, żeby cała rodzinka – bez wyjątku – razem coś zobaczyła przepadła. Nosz kur…

Dziś tata zadzwonił do polskiej ambasady i – uwaga – okazało się, że obywatele Unii mogą podróżować po całej Unii, nie tylko w ramach strefy Schengen, na podstawie dokumentów uprawniających do przekraczania granic wewntęrznych. No i ch…, jednak jedziemy :P .

Tags: ,

Stolyca

1 grudnia 2008

Złote Tarasy

Coś mnie napadło i w weekend pojechałem odwiedzić brata. Trochę, żeby obejrzeć jego nowy sprzęt kuchenny, trochę, żeby zobaczyć, jak działa jego satelitka, w końcu – żeby razem poszukać czegoś dla rodziców i siostry na gwiazdkę. Brat od dwóch tygodni z zamiłowaniem piecze – też bym piekł, jakbym miał słupek z pasującymi do siebie piekarnikiem i mikrofalą, oba osiągalne bez przyklękania. Poza tym dom mu się powoli zmienia w coś, co nadaje się do mieszkania – coraz więcej szafek wisi na ścianach, coraz więcej podłóg przykrywa posadzkę. Trzeba to wszystko obejrzeć na własne oczy…

Czekając na obiad I

Całą sobotę łaziliśmy po Złotych Tarasach i Marszałkowskiej. Na Marszałkowskiej, circa ’81-’83 byłem pierwszy raz w restauracji, w Horteksie jadaliśmy lody (mój wtedy chyba dwuletni brat pokazał swoje uzależnienie od tego specjału – taka rodzinna opowiastka z pucharem i planami, kto po kim dokończy), w Sezamie widziałem potężny młynek do kawy. Wars i Sawa przemawiały do wyobraźni.

Czekając na obiad II

Wars i Sawa to teraz sklepy odzieżowe i Empik Junior, w restauracji za Rotundą teraz jest Pizza Hut i KFC, Hortex po drugiej stronie to McDonald’s, Sezam mieści w sobie małe klitki, jak Solpol czy plac Zielińskiego. Myślę, że przez wzgląd na wspomnienia z dzieciństwa powinienem unikać tej ulicy… Metro – Empik i z powrotem, nie rozglądać się.

W Złotych wszystkie niemal sklepy z zabawkami są w jednej części budynku (swoją drogą dziwne, że z moim bratem definicja zabawek rozszerza się też do… lodówek; serio). W sobotę w Saturnie nawet pobawiliśmy się Pleo – w niedzielę nie miał już akumulatorka. Koniec końców mamy już prezenty dla wszystkich (w tym – mam nadzieję – nawzajem dla siebie), brakuje już tylko zamówienia od Mamy dla Taty. Jakby ktoś z was wiedział, gdzie można dostać coś takiego, jak DREMEL® 300, byłbym wdzięczny.

Tags: , , , ,

Logo szkoły

21 października 2008

Gdzieś około siódmej klasy podstawówki w naszej szkole rozpisano konkurs na logo. Pamiętam, że wpłynęły tylko dwie prace: moja i kolegi z tej samej klasy. Na jednej była tarcza, szarfa nad tą tarczą i „17”, na drugiej była podkowa, pędzel, ołówek i „17”. Obie prace zostały połączone przez jedną z nauczycielek plastyki, a żaden z nas nie wygrał, bo „logo każdego z nas znacząco różniły się od finalnego” (młody wtedy byłem, niewyszczekany, pojęcie plagiatu, w szczególności plagiatu mojej pracy, nie było mi znane ;), choc pamiętam uczucie niesprawiedliwości).

Nie to jest jednak powodem do napisania tej notatki, jest to raczej tło historyczne. Otóż przez przypadek trafiłem na stronę mojej podstawówki i zacząłem sobie ją od niechcenia przeglądać. Okazuje się, że z okazji tegorocznego trzydziestolecia szkoła zafundowała sobie sztandar. Który wygląda tak:

Sztandar

Więcej tutaj.

Tags: ,

Eksperyment

20 października 2008

Około tygodnia temu postanowiłem rozpocząć przywatny projekt społeczny, powiedzmy… Projekt: Wejherowska. Projekt rozpisany jest na 4 lata i zakłada serię zmian w moim życiu.

Dziś odbyła się pierwsza akcja Projektu Wejherowska: próba rozliczenia się z Uczelnią. Poszedłem do Biblioteki Głównej PWr, żeby dowiedzieć się, z czym im zalegam i jaka jest kwota kary. Pani jak znalazła mój rekord to aż pojaśniała: -A to pan jest ten pan za 1000 złotych! Okazało się, że cena 10gr/dzień/książkę dla pięciu książek i siedmiu lat potrafi się nieźle skumulować… Nic to: jest możliwość zapłacenia „odrobinę mniej”: -Bo wie pan, my tu mamy taką listę książek, które chciałybyśmy mieć… Ech!

Tags: ,

Jestem w dołku

19 września 2008

Jestem w depresji i zły jednocześnie. Wiedziałem jak wyglądam, ale kupując przez kilka ostatnich lat wyłącznie w Tuszynie nie wiedziałem, że jestem wyrzutkiem…

Po wizycie w kilku sklepach odzieżowych w poszukiwaniu kurtki na jesień taka gorzka refleksja: Pan sobie namiocik życzy?

Czy ludzie mojej postury nie mogą być dobrze ubrani?!?

Tags: ,