Szkolenie z…

9 października 2008

Dowód

Jak pisałem wczoraj, firma wysłała nas do Bielawy na szkolenie. Którego nie było. To znaczy, w sumie było. Tylko trwało 30 minut (albo 45 – jeśli uznać fragment Samych Swoich za część „szkolenia” [albo 15 – jeśli odrzucić pierwsze straszne pół godziny]).

Pierwszy hint, który całkowicie przeoczyłem, jak zresztą chyba wszyscy niewtajemniczeni, to „drugi dzień wolny” i „czas trwania zajęć: 12 godzin” w jednym mailu. Eeee… to znaczy: w jaki sposób?!? Ten plan jest nierealny! No bo własnie był. Drugi hint przyszedł od Krystiana („pana Prezesa„), który po angielsku przeprosił Frode, Rikarda i całą resztę, że szkolenie jest po polsku, ale będą mogli wyjść już za pół godziny.

Szczerze powiem, że jako stary „wyjadacz” widziałem kilka szkoleń, całkowicie poprawnych, gdzie w ramach rozgrzewki pokazywano nam, jak czegoś nie robić. Albo szkolenia z asertywności, gdzie szkoleniowiec brał ludzi pod włos i czekła kiedy się zbuntują. Kiedy więc zobaczyłem koszmar w stylu uczelnianym uznałem po prostu, że to własnie takie branie pod włos (-Czy mogę zadać pytanie? -Nie! Nie może Pan!) i zaraz się skończy, a po nim będzie normalne szkolenie. Po dwudziestu minutach zacząłem być zły. Po trzydziestu farsa została przerwana tylko po to, żeby kolejną poprowadzić, tym razem udając normalne szkolenie.

Kartka żywnościowa

Okazało się, że „wykładowcy” to wynajęci ludzie, którzy robili wprowadzenie do swoistego LARPa, w którym grupami mieliśmy się wcielić w oddziały żołnierzy, którzy koło 45 roku poszukują zagubionego przez Niemców złota. A umiejscowienie szkolenia w Bielawie wynikało pewnie z tego, że do Włodarza, wielkiej podziemnej fabryki zbudowanej w ramach projektu Riese, był w sumie rzut beretem. Były zagadki logiczne, „zwiad”, przejazd wojskową ciężarówką po wertepach (-Hamowanie to nie problem, najwyżej się na was przwerócę, ale jak on przyśpieszy, to się przez burtę wypierdzielę!), kartki żywnościowe, kuchnia polowa, jazda drezyną pod górę na czas (spasowałem), strzelanie do celu, kronika filmowa, no i poszukiwanie złota Gór Sowich. Całość skończyła się imprezą w stylu retro z żurkiem w chlebie i rybą… (co to była za ryba?). Do tego duuużo alkoholu i karaoke z kilkoma fajnymi piosenkami, ale także z Białym misiem, czy Żółtym jesiennym liściem, takie trochę wesele… Poza tą rzeczą jednak: podobało mi się!

A co do mojego zarzutu, że wierchuszka wysłała błędny komunikat i ludzie się nie przygotowali: był mail, żeby ciuchy wziąć na wyjście w „wiochę”, ale nie – że będziemy się przedzierać rozmoczoną drogą przez wilgotne knieje do składowiska cementu. Pomijając wszystko inne – podchwyciwszy pomysł z Górą Parkową (czy jak jej tam) ja się przygotowywałem na wyjście w góry. No może dopiero dzień później, ale zawsze. Poza tym, kto mnie bierze serio?

Tags: , , ,

Szkolenie z metod komunikacji

8 października 2008

Firma zorganizowała nam dwudniowe, wyjazdowe szkolenie z metod komunikacji. Najwyraźniej jednak wysłali błędny komunikat do pracowników, ponieważ wiele osób się po prostu nie przygotowało… Więcej jutro (albo wieczorem).

Tags: , , ,